2006-03-14 16:44:05 >> Ogień - bajka 6 by Kokosanka

Dziewczynka z zapałkami szła ciemnym korytarzem. Pragnęła nieść światło innym ludziom, którzy siedzą gdzieś w kącie i boją się otaczającego ich mroku. Ale im głębiej zanużała się w korytarz, tym bardziej sama się bała. Dlatego zapaliła pierwszą zapałkę. Uśmiech wywołany tym promyczkiem pojawił się na jej twarzy. Ten niewielki płomień przywrócił jej spokój, nadzieję i przypomniał o celu. Ale nagle z prawej strony wyszedł jakiś człowiek i zdmuchnął ogień trawiący zapałkę.
- Uważaj, bo spłoniesz - powiedział, widząc zawiedzioną i smutną twarz dziewczynki - Przykro mi, że tak się stało, ale wiedz, że tak będzie lepiej.
I odszedł. Dziewczynka stała przez chwilę w mroku, sama, kontemplując pustkę korytarza i jej własnego serca. Ale po jakimś czasie przypomniała sobie o celu i ruszyła dalej.
Kiedy tak szła i szła, poczuła zimno. Znowu zaczęła się bać tego korytarza, jego mroku i chłodu. Dlatego zapaliła drugą zapałkę. Zobaczyła, że tuż obok niej od głównego korytarza odchodzi niewielki boczny. Ujrzała w nim jakąś biegnącą postać. Ale zanim zdążyła zapytać, czy nie chce światła, człowiek ten przebiegł koło niej, zdmuchując przypadkiem płomień. Dziewczynka znów stała w pustce i ciemności, drżąc z zimna, cicho łkając ze strachu i żalu. Po raz kolejny jednak przypomniała sobie o celu. Nieść innym światło. Dlatego przemogła się i ruszyła przed siebie.
Po jakimś czasie doszła do niewielkiej groty. Tam zgromadzonych było wiele osób, a wśród nich dziewczynka wypatrzyła swoją znajomą. Ale zamiast ciepłego przyjęcia, jakiego oczekiwała, znalazła tam co innego. Znajoma podeszła do niej i zmierzyła ją pogardliwym wzrokiem.
- Nie chcemy twoich zapałek! - powiedziała - Jak zawsze nie rozumiesz, co jest potrzebne, wiedziałam, że tak będzie! To wszystko przez ciebie!
Dziewczynka rozejrzała się bezradnie dookoła, ale nikt nie zauważył, że potrzebna jest jej pomoc. I nikt jej tam nie chciał.
Dziewczynka wyszła z groty. Wyjęła z pudełka jedną zapałkę, zapaliła ją i włożyła z powrotem do środka, tak aby zetknęła się z siarką na pozostałych. Nie domknęła pudełka. Po chwili całe zajęło się ogniem. A ona czuła, że płonie... Że to koniec. Nie ma już nadziei ani celu. Nie ma nic. Spłonęła.
Ale odrodziła się niczym feniks. Początkowo ucieszyło ją to, czuła ciepło słońca i przyjemny powiew wiatru na swojej twarzy. Uśmiechnęła się nieśmiało.
Potem jednak uświadomiła sobie, że nie miała do tego prawa. Nie była feniksem, nie mogła się zachowywać jak on. Nie miała prawa teraz lecieć.
Spadła.



Jak zawsze dziwacznie i z osobliwymi symbolami. I jak zawsze chętnie przeczytam Wasze interpretacje.
skomentuj (5)




2006-01-03 15:00:32 >> Codzienność - "bajka" 5 by Kokosanka

W drzwiach zazgrzytał klucz. Do mieszkania weszła pani. Mantus rzucił się w jej stronę ze szczekaniem, radośnie merdając ogonem, biegając, szalejąc i wyrażając całym sobą ogromną radość. Misza leżał rozwalony na skrzyni pod płaszczami i przyglądał się temu ze sceptyczną miną "I po cholerę ten pchlarz tak się rzuca? Przecież wiadomo, że nawet jak się leży spokojnie, pani i tak podejdzie, pogłaszcze i podrapie za uszkiem".

Tym krótkim tekstem pragnę zilustrować jakże wyraźną różnicę między psami i kotami. Jestem jak taki piesek - otwarty, zawsze pokazujący co czuje, warczący kiedy coś mu się nie podoba, wiecznie głupiutki jak szczeniak. Dobrze mi z tym :D Tylko czasami nie rozumiem kotów...


PS. Wiem, że to właściwie nie bajka, ale skoro tak już nazywam swoje tutejsze teksty, to niech tak zostanie (przecież każdy z nich ma w sobie jakieś aluzje lub morały, więc poniekąd się nadaje...)
skomentuj (6)




2005-11-28 18:41:07 >> Książę i dwie księżniczki - bajka 4 by Kokosanka

Once upon a time...
Za siedmioma górami, za siedmioma lasami, w wielkim, wspaniałym zamku żyła sobie księżniczka. Miała wszystko, czego pragnęła: bogato zdobioną komnatę, pełną różowych sukni tak licznych, że codziennie mogła ubierać inną, słodkiego i grzecznego pieska - towarzysza zabaw, i kucyka na letnie przejażdżki. Jej życie płynęło w miarę spokojnie. Pewnego słonecznego, wiosennego poranka do zamku przybył książę. Był to młodzieniec o sympatycznym wyrazie twarzy. Spojrzał na piękną księżniczkę i zakrzyknął:
- Zechciej być moją, o piękna panno!
Księżniczka uśmiechnęła się pobłażliwie.
- Kim jesteś? - spytała.
- Księciem.
- A zatem, gdzie Twój rumak? Gdzie wielki miecz? Gdzie strojne szaty?
- Mój rumak poległ w czasie bitwy. Miecz mam tu przypasany. - rzekł, odwracając się bokiem, by mogła zobaczyć ostrze - Nie jest wielki, bo zbyt męczyło by mnie niesienie ciężkiej broni i nie dotarłbym aż tutaj. A moje szaty były strojne, ale pobrudziły się podczas długich godzin wędrówki.
Przyjrzała mu się krytycznie.
- Hm, rozumiem. No cóż, tak czy siak, aby zostać moim mężem, musisz mi przynieść głowę smoka.
- Dobrze, a zatem powiedz, gdzie on jest, najdroższa, a wkrótce go pokonam.
Księżniczka poinstruowała go dokładnie i dzielny książę wyruszył w drogę.
Wrócił po tygodniu, mocno ranny i krwawiący, ale przyniósł to, o co prosiła. Księżniczka wpuściła go do zamku i opatrzyła czule. Ale gdy tylko książę wypoczął, spytała:
- A gdzie są skarby z jaskini smoka?
- Nie prosiłaś o nie, najdroższa.
- Myślałam, że to oczywiste, że chcę je mieć.
- A więc wrócę po nie, ukochana.
Jak powiedział, tak zrobił. Po kolejnym tygodniu przywiózł jej skarby - tyle, ile tylko zdołał unieść. Księżniczka zadowolona wpuściła go do zamku. Jednak jeszcze nie doszło do ślubu. Księżcznika wyznaczyła mu kolejne zadanie - miał wyruszyć z grupką rycerstwa i podbić pobliski zamek. Książę posłusznie wyruszył w drogę, dumny na czele orszaku złożonego z dwudziestu wspaniałych wojowników. Wrócił po dwóch tygodniach. Sam. Ranny. Cierpiący.
- Nie udało się, najdroższa - wyszeptał słaby, stając u bram zamku.
Księżcznika była oburzona.
- Nieudacznik! Nie otwierać przed nim bram! Odejdź precz!
Książę odszedł zdruzgotany, ledwo powłócząc nogami, osłabiony z powodu licznych ran. Na szczęście dobra służba z zamku potajemnie wpuściła go do kuchni, gdzie dano mu jeść i opatrzono jego rany. Kiedy wypoczął, udał się w dalszą drogę.
Szedł długo licznymi drogami, nie mając celu, nie wiedząc dokąd zmierza. Pewnego dnia ujrzał nieduży, ale ładny zamek. W oknie wieży siedziała księżniczka. Książę spojrzał na nią smutno.
- Pomóż mi proszę, o dzielny książę! Więzi mnie okrutny potwór! - zawołała księżczniczka. Książę ponownie posłał jej pełne żalu spojrzenie.
- Wybacz, ale tym razem nie dam się nabrać - powiedział i ruszył dalej w swoją stronę.


Ktoś widzi drugie dno, tak zwany morał?
skomentuj (11)




2005-10-12 17:02:46 >> ach....:)

Ach ten zmienny Kokos ;-) no i warto? Niech mi teraz ktoś powie, że nie to jak huknę w łeb to zobaczy ;) powodzenia w dalszym marzeniu:) I realizowaniu!:)
Kańć
skomentuj (14)




2005-08-23 16:07:08 >> Szczęście

"Tak łatwo z rąk wymyka się
Ucieka wciąż, znika we mgle
A Ty je chcesz na własność mieć
Chcesz zamknąć na klucz
Przed światem schować
Skryć - jak skarb swój
Prywatny skarb... niemożliwe

Bo szczęście to przelotny gość
Szczęście to piórko na dłoni
Co zjawia się, gdy samo chce
I gdy się za nim nie goni

Tym więcej chcesz im więcej masz
Wymyślasz proch, chcesz sięgnąć gwiazd
Lecz to nie to, nie - to nie tak
I ciągle czegoś nam brak do szczęścia
Wciąż nam brak, tak zachłannie brak
Otwórz oczy...

Szczęście to ta chwila co trwa
Niepewna swojej urody
To zieleń drzew, to dzieci śmiech
Słońca zachody i wschody

Więc nie patrz w dal,
Bo szczęście jest tuż obok w nas
W zwyczajnym dniu, w zapachu domu
Wśród chmur, w ciszy traw
Jest blisko nas, blisko tak, blisko tak...

Bo szczęście to przelotny gość
Przebłysk słonecznej pogody
I dużo wie, kto pojął, że
Szczęście to garść pełna wody

Szczęście to ta chwila co trwa
Szczęście to piórko na dłoni
Co zjawia się, gdy samo chce
I gdy się za nim nie goni..."

Tak sobie pomyślałam, że chyba nasze szczęście to też te marzenia, o których mowa w poprzedniej notce. Bo bez marzeń jesteśmy niepełni. Tacy sami, żyjący z dnia na dzień. Kiedys ktoś bardzo dla mnie ważny powiedział, że w życiu mogę stracić wszystko oprócz tego co już wiem i marzeń. Bo marzenia nas uskrzydlają, pozwalają na następny krok. Bo marzenia po to właśnie są. Nawet jeśli się spadnie i poobija. To nic, po to są marzenia by je realizować. Nie za wszelką cenę ale jednak. Pozdrawiam.
Kańć:)

PS: Wybaczcie za linkownie w odmienionej wersji ale tamta była nieaktualna:) Jeśli o kimś zapomniałam w linkach to śmiało dodawać:) Kańć
skomentuj (9)

cool-girls blog

księga gości

2006
marzec
styczeń
2005
listopad
październik
sierpień
lipiec
2004
grudzień
wrzesień
sierpień
styczeń
2003
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty

Co tu dużo pisać - inne adresy blogów:)
Ame Ameliowa twórczość;)
Reni Reniferek czyli Edzia, czyli.. Rogacz;-)
Zatruta Albi czyli Marzen w drugiej odsłonie
Albiona Marzena... i Marzena:)
Disappoint znowu Kańć
Decepcione Kańć i jej dziwaczna twórczość
Dajmonion Kokosanka w refleksyjnej poświacie
Kokosanka A tutaj Kokosek w wersji kokosowej;-)
Keppy Marta, która sie obija na blogach;)

blog.pl

lay-out by gadz